A Marysia, trzęsąc swą główką złotą, rzecze:
— Nie żyje mateńka moja!...
— Nie żyje? — powtórzył smutnie Podziomek. — Oj, ciężkie to słowo! I kamień letszy476 od niego!
Pokiwał głową, westchnął, a potem:
— Jakże się zwała mateńka? — zapyta.
— Kukulina! — odpowie Marysia.
— Kukulina?... A dobrodziejkoż477 ty moja! A to my się znamy! A to waszmość panna nie kto, tylko ta mała Marychna, co to oczki stulała, sypiąc srebrne łezki litościwe wtedy, kiedy mię zła baba ledwo nie ubiła. Aj, królowoż ty moja! A tośmy się zeszli! A to nas fortunny los zetknął! Mów, rozkazuj, co czynić mam, abym ci w tym ciężkim żalu ulżyć mógł.
Ale Marysia, wspomniawszy na przygodę swoją, tym mocniej płakać zaczęła.
— Nie, nie! — mówiła płacząc. — Nic mnie nie pocieszy!
Stał przed nią Podziomek, założywszy fajkę za plecy, i uspakajał ją najsłodszymi słowy.