— Szkoda — mówił — modrych ocząt waćpanny na takie gorzkie płakanie.
A Marysia:
— Nie jestem ja waćpanna, tylko Marysia sierotka!
— Tym więc skwapliwiej chcę waćpannie służyć, iżeś sierotka! Dla Boga, dość tych łez! Gdzież jest chata waćpanny?
— Nie mam chaty! Wypędziła mnie gospodyni, com jej gąski pasła.
— A to zła, niepoczciwa kobieta! — rzecze oburzony Podziomek.
A Marysia prędko:
— Nie, nie! To ja zła! To ja niepoczciwa! To przeze mnie lis gąski podusił. O gąski moje! Gąski! — zawołała z nową żałością i znów oczy rączkami zakrywszy, zaniosła się płaczem.
Odjął Podziomek rączki od twarzy dziewczynki i rzecze:
— Na nic tu płakanie. Trzeba do chaty wracać!