— A Trzejkrólowy!

— No, to ci się tylko tak śniło! — rzecze Skrobek, który nie chciał, żeby dzieci o Krasnoludkach wiedziały i sąsiadom powiadały.

Ale chłopiec nie dał się z tropu zbić.

— Ale! — zawołał. — Nie śniło mi się, tatuńciu, tylko żem sprawiedliwie króla widział! Koronę złotą miał, królewskie obleczenie530, brodę w pas i taką berlicę531 w ręku złocistą, że to aż blask od niej szedł jak od samego słońca. Sprawiedliwiem, tatuńciu, króla widział! Szedł i po drodze złoto siał.

Tu zaczął się bić w piersi chłopiec i przysięgać, jako532 mu się to nie śniło; ale Skrobek ofuknął go, tupnąwszy z gniewem nogą:

— Dam ja ci króla, próżniaku jeden, aż ci się kij przyśni! Wstawajcie mi duchem533, a po chrust do boru biegajcie, bo go już mało! Rozumiecie?!

— Rozumiemy — odrzekli Wojtuś i Kubuś, a wygrzebawszy się ze słomy, w wiaderku się umyli, koszuliny krajką534 przepasali, uklękli, pacierze odmówili, po czym rękę ojca ucałowali i wziąwszy za pazuchę kilka wczorajszych kartofli, ku progowi szli.

A Skrobek rzemień z siebie odpasał, do góry go podniósł i pyta:

— Widzita, co trzymam w garści?

— Jużci widzim — chłopcy na to z nieśmiałością wielką.