Straszne było zamieszanie w Słowiczej Dolinie, kiedy do niej dopadł Krężołek. Kto żyw, ratował Półpanka i ducha w nim szukał. Jedni go trzęśli, drudzy tarli, insi z boku na bok przewracali, jeszcze insi wronie piórka pod nosem mu smalili637, a Pietrzyk, biegając z kubełkiem, z góry wodą chlustał i chorego, i ratujących razem.
Ale wszystko było na nic: Półpanek leżał bez czucia, bez duszy. Oczy mu zbielały, obwisły łapy, trup a trup! Tylko w ziemię kłaść.
Szła wtedy gajem stara babuleńka i zbierała zioła. Babuleńka była tak sucha jak gałązka chrustu, tak ciemna w twarzy jak ten grzybek pod pieńkiem rosnący, a tak zgarbiona odwieczną starością swoją, że głowy podnieść od ziemi nie mogła. Idąc stukała babuleńka kijkiem, który jej niemocne nogi podpierał, a co ziółko jakie spotkała, to zaraz zagadała do niego suchym, cichym głosem:
— Ty rosiczko638, rosiczko! — mówiła — Tysiąc listeczków w tobie, na każdym listeczku rosy kropelka, w każdej kropelce przejrzało się słoneczko jasne, moc tobie dało, moc dużą! Dobraś ty od oczu bolenia, dobra dla młodych i starych, chodź do kobiałki639!
I zrywała babuleńka przygarść ziela świeżego, i cicho szepcząc, szła dalej.
Wtem znowu zagada:
— Oj, ty ziele, ty ziele zielone, ty rozchodniku640, młody junaku641! Z górki na doliny, z doliny na górki ty chodzisz, po szarych piaskach brodzisz, nie pilnujesz dróżki, bo masz złote nóżki. Patrzysz, czy jedzie król, dobryś na suchy ból, pójdź do kobiałki!
I znów zrywa przygarść ziela, i idzie, szepcząc:
— Oj, ty macierzanko, ty ziele! Mocny dech w tobie: dobraś w chorobie, na smutki, żałości, na bolenie kości! Pójdź do kobiałki!
Chwilę rwała w ciszy pachnące listeczki, po czym się w bok ujęła, rozprostowała nieco krzyża i patrząc w gaj modrymi oczyma, zaczęła nucić: