— Ziemia gada... — rzecze z wolna sennym, cichym głosem.
Ale Wojtuś oburzył się na to.
— O!... Głupi!... Widzicie go!... Bo to ziemia ma gębę, żeby gadała?
— A nie?... A czym by prosiła Pana Jezusa o deszcz albo o słońce?... I zioła gadają, i trawy...
— Słyszałeś ich to?
— Słyszałem.
— Cóż powiadały?
— A, powiadały różności... O!... I teraz gadają!
Wojtuś nastawił uszu. Istotnie, od łąk, od boru szedł szmer i szept, jakby ciche głosy z tysiąca tysięcy piersi drobniuchnych idące...
— O! — powtórzył Kubuś.