A jednocześnie zabrzmiał znów w powietrzu śpiew dzwoniący, cichy:

Cyt... cyt... cyt...

Czy słyszysz chrustu zgrzyt?

Czy słyszysz złotych iskier trzask?

Czy widzisz złoty żaru blask?

Czy widzisz, jak wskroś traw i ros,

Sobótki naszej płonie stos?

Jak ogień bucha aż po szczyt?

Cyt... cyt... cyt!...

Jeszcze ten śpiew brzmiał, kiedy ze stosu chrustu i tarniny buchnęły jasne płomienie, w których jaskrawym świetle coraz szybciej, coraz lżej, coraz powietrzniej tańczyły Krasnoludki, tak że patrząc na nich, prawie się kręciło w głowie.