— Reta!... Tatuńciu!... — wołał Wojtuś w nagłym przerażeniu. — Reta!... Krasnoludki tańcują!
— Król... król! — szeptał Kubuś, wlepiwszy oczęta w gruszę, jakby urzeczony. — Król!
I tulił głowinę w chude ramionka, jak to czyni ptak senny, drżąc od strachu i od chłodnej rosy.
Ale Skrobek nie widział i nie słyszał nic. Pot mu zastygł na grzbiecie, ramiona się naprężyły, oczy pałały ogniem wielkiej a cichej radości.
Doorał ostatniego zagonu uroczyska, pług w miedzę zatknął, a zdjąwszy czapkę, spojrzał po szerokim, w miesięcznych blaskach stojącym niebie i rzekł silnym głosem:
— Dziękaż773 Ci, Panie Jezu Chryste, żeś mi w tej robocie dopomógł, amen!
I wziąwszy szkapę za uzdę, szedł dużym krokiem ku miedzy, gdzie siedzieli chłopcy, szedł tak żwawo po tej pracy, jakby po najlepszym wypoczynku, lekki, radosny, do szpiku, zda się, kości przenikniony światłem i ciszą tej nocy.
Szedł, a dokoła niego brzmiały stłumione lekuchne, jakby unoszące się z niewidzialnych skrzypców774 głosy:
Cyt... cyt... cyt...
Już oracz pracy syt,