My tańczym żwawo aż do dnia,

Dopóki jedna miga skra,

My tańczym aż do złotych zórz,

Nim brzask nasypie w błękit róż,

My tańczym, tańczym aż po świt...

Cyt... cyt... cyt!...

Jakby urzeczony słuchał Skrobek śpiewania tego, wodząc wzrokiem po roztworzystej775, zalanej blaskiem miesięcznym okolicy, a tuż przy nim, przy samych nogach, szedł silny, krótki cień jego, na ziemi odbity.

Spojrzał na niego Skrobek raz, spojrzał drugi raz i westchnął ciężko. Czyż nie tak samo, jak ten cień czarny, chodziła przy nim jego czarna dola?

Zwiesił głowę i zadumał się; owa powietrzna muzyka umilkła dla niego.

To i co, że zagon zorany, to i co, że ziemia sprawiona?... A czymże on ją, nieborak, zasieje, kiedy ani ziarna nie ma, ani na ziarno grosza?