Co zarobił przy tartaku, co sobie za tych lepszych czasów w garnku uskładał, to wszystko poszło na pług, na bronę, na siekierę, na jadło, choć szmatkę z onymi groszakami ściskał, aż mu piszczały w ręku. A co pomoże ściskać, jak do kowala potrza776 albo na sól?... Toć ostatniego miedziaka777 onegdaj778 wydał...
To jakże teraz będzie?... Jak zaradzi tej świętej ziemi, która ziarna czeka?...
Tak w trosce swej zatopiony szedł Skrobek do chaty, a cień za nim; minął opłotki779, cień za nim; doszedł do proga, cień za nim; jeszcze się i na progu ten niezbyty780 towarzysz położył. Kto wie, może się i do chaty wcisnął. Ale go już Skrobek nie widział, tylko czapkę na stół cisnąwszy, na ławie ciężko siadł i we frasunku781 się swoim pogrążył.
Wtem drzwi skrzypły782, a do izby weszła cichuchno Marysia, wracająca z dalekiej wyprawy.
Sprawa Wiechetka
I
Co dzień teraz od samego rana rozlegały się we wsi tęgie uderzenia cepów783, to w pojedynkę: łup, cup! łup, cup!... to w dwójkę: łupu, cupu! łupu, cupu! to w troje: łupu, cupu, łup! łupu, cupu, łup! to w czwórkę wreszcie: łupu, cupu, łupu, cupu! łupu, cupu, łupu, cupu! a coraz to prędzej, coraz zapalczywiej, aż echa pod borem biły, tak się gospodarze zwijali, żeby z nowego plonu dobyć ziarno na siew w dobrą porę.
Jeden tylko Skrobek nie miał co młócić; jeden tylko Skrobek chodził smutny i bezczynny od chaty do pólka, od pólka do chaty, myśląc, przemyślając784, skąd ziarna weźmie, czym rolę785 obsieje.
A ziemia jakby się sama o ziarno prosiła. Wygrzało ją słońce, oświeżyły rosy, bruzdy i zagony786 wyciągały się proste i równe pod cichym błękitem. Od brzasku do zmierzchu polatywał nad nimi skowronek, szary śpiewaczek pól ornych, i dzwonił przejasnym głosikiem:
...Dajże Bóg! Dajże Bóg!