Spojrzał na nią błędnym wzrokiem, nie rozumiejąc, co mówi. Zdawało mu się, że to sen, że to omam taki.

Ale sierota nie ustępowała.

— Pszenica je, tatuńciu! Dużo pszenicy!...

Skrobek wytrzeszczył oczy; sine żyły nabiegły mu na czole.

— Co ty gadasz? Co ty, dziewucha, gadasz? — zawołał, chwyciwszy ją za ramię.

— A co by?... — powtórzyła Marysia, której pod Skrobkową ręką aż świeczki w oczach stanęły.

— Gadam oto tatuńciu, co pszenica na siew je.

Porwał się Skrobek z zydla i za czapkę chwycił.

— Co?... Gdzie?... Gdzie pszenica na siew?

Ręce mu się trzęsły, nogi drżały pod nim, a głos tak mu się w gardło wparł, że ledwo chłop ubogi mógł przemówić z onej wielkiej radości.