A na to drugie:
— Nasz... nasz... nasz...
A za nim trzecie:
— Żaba... żaba... żaba...
A czwarte jeszcze:
— Jak my... jak my... jak my...
Oszaleć doprawdy można! Z pierwszej sposobności skorzystam, żeby stąd jak najdalej się wynieść! Jak najdalej!...
Może sobie nawet w mieście kamienicę kupię! Pieniędzy mi starczy, com dostał od Krasnoludków za moją śliczną muzykę.
Szedł, rozmyślając o tym, kiedy go nagle doleci jęk cichy, błagalny.
Spojrzy Półpanek, a tu spod płota wstaje nędzny, stary, drobny człowieczyna, z obnażoną głową, z wychudzoną twarzą i wyciąga do niego ręce, o pomoc prosząc.