To już nie deszcz, to ulewa;

A najgorsza teraz dola

Nieszczęsnego parasola.

W górę gną się jego żebra,

Deszcz go chlusta, jakby z cebra,

Pękł materjał... Aż pod chmury

Wzniósł parasol pęd wichury.

Darmo dzieci krzyczą: Hola!

Łapaj! Trzymaj parasola!

Nie wiem, jak się to skończyło,