Trza tęgiego parasola!

Lecz kompanja nasza miła

Wcale żabce nie wierzyła.

— Niech tam woła! Niech tam skrzeczy!

Taka żaba!... wielkie rzeczy!

Co nam wracać za niewola!

Czy nie mamy parasola?

Wtem się wicher zerwie srogi.

Dzieci w krzyk, i dalej w nogi...

Szumią trawy, gną się drzewa,