Tulimy do siebie.

Wtem nagle drzwi skrzypną

— Pochwalon! — ktoś powie.

Wszedł biedny podróżny

W kapturze na głowie.

My dzieci już w strachu,

Za pasem już nogi...

A przybysz: — Z dalekiej

Powracam ja drogi —

I stoi i patrzy,