Pomimo tego tutto, udało mi się zobaczyć na placu Signorii posąg Danta379, wielkiego Werony gościa, a tuż niedaleko poza Maria Antica gotycki grobowiec gospodarza jego Cangrande380 i tego rodu Skaligerów zuchwałych, co godłem lutnię miał, a sławą miecz, a końcem — sztylet miewał.

Na wszystkim prawie, com tu w dziedzinie architektury pięknego w Weronie widziała, Michele Sanmicheli381, wielki budownik odrodzenia, rękę swą położył. Jego myślą jest ta Kampanilla katedry werońskiej, z placu Signorii widna, przed trzystu laty zarysem kamiennym w powietrze rzucona; jego dziełem są przepyszne pałace Bevilacqua, Canossa, Sparavieri, co na północ od placu Bra stoją, jego kościoły, portyki, fasady Museo Civico i Gran Guardia Antica, o Portoni wsparta, kędy Werona zboże na chleb swój kupuje.

Sanmicheli wszystkie te arcydzieła swoje olbrzymią fortyfikacją otoczył, zamknął na doryckie bramy Porta Stupa, San Zeno, Porta Nuova i sam stanął wpośród miasta swojego, zadumany nad wiekuistą pięknością liczby i linii, pitagorejczyk wspaniały w kamiennym płaszczu swoim.

W bok od Erberii, pomiędzy siecią wąskich vicolo382, co ci się bałamutnie pod stopami plączą, jak wąska uliczka San Sebastiano zwana, na którą nie pożałuj drogi.

Stoi tam dom stary, wysoki, o szczupłym froncie z nieregularnymi oknami, z ganeczkiem, z boku kędyś uczepionym kapryśnie.

Kiedy się zbliżysz do niego, kroki twoje staną się powolniejszymi, spojrzenie gorętszym, a usta ci rozchyli jeden z tych tęsknych uśmiechów, które na to są stworzone, aby na nie pocałunki kłaść. Marmurowa tablica, w ścianę domu tego wprawiona, zatrzymuje cię i przemawia do ciebie. Stajesz i słuchasz... Szept słychać z balkonu — „to słowik śpiewa” — „nie, to skowronek”383. Jakaś mgła różowa wzrok ci zasłania. To dom Capulettich, to balkon Giulietty. Zbliżasz się z dreszczem rozkosznym w piersiach, chcesz choć na chwilę przestąpić te progi. Biedny wędrowcze, cofnij się póki czas, bo stracisz całe złudzenie.

Tam, za tą bramą, pod którą skradał się rozkochany chłopiec, zajazd dziś jakiś mizerny rozpostarł wstrętne gospodarstwo swoje. Na dziedzińcu pełno śmieci, wozy ze słomą i sianem stoją, wewnętrzny ganek obwieszony podejrzanymi gratami, brudna dziewczyna ceber pomyj niesie.

Werono! Wstyd tobie, że dom ten nie jest relikwią twoją!

7

Między Weroną i Ala — Dyliżanse w Serravalle — Mężowie i żony — Nasza droga — Kamea i terakota — O czym Bóg nie wie — Hotel „Alla posta” w Roveredo — Narada w bramie — Dom signorów Franchini — Moje pieśni.