Wiek nowy otworzył teraz bezsenne, pałające oczy na arenę jak świat wielką, gdzie gladiatorów narody całe walczą na śmierć i życie. Ale przyjdzie czas inny i zadmuchnie źrenice wieku rozgorzałe i wymiecie bojowisko z pobitych. A zwycięzcom dadzą poklask lwy pustyń, bo one to będą wspaniałymi widzami ostatnich walk człowieka z człowiekiem. Z placu Bra bez wielkich trudności, przebrałam się przez Gran czara na Piazza delle Erbe, gdzie ogromna wieża ratuszowa ładu między przekupniami strzeże, a trybuna jakaś stara, na kolumnach podparłszy się, oniemiała stoi, świadcząc, jako to targowisko jarzyn Forum kiedyś republikańskim za Podestów było.

I dziś jeszcze Erberia skupia w sobie ruch i życie uboższej zwłaszcza ludności. Tutaj to przypatrzyć się można tym zacnym werończykom, trochę ciężkim, trochę zamyślonym, śpieszącym do pracy, zgiętym pod ciężarami, stojącym w progach ubogich sklepów swoich.

Lud się tu nie rozkłada po ulicach do snu jak w Wenecji, balkony też puste prawie. Łatwych zarobków nie ma do próżniaczego trawienia, na obliczach widać troskę o kawałek chleba. Ten rys fizjonomii werońskiego ludu pociągnął mnie do niego za serce. Bieda i poczciwość z oczu tu ludziom patrzy.

— Więc nie ma na to żadnego sposobu, żebym ja mogła zobaczyć grobowiec Giulietty373? — spytałam Giana Fasti, sprzedającego salami na via Cosimo.

Gian Fasti wzruszył ramionami.

La tomba? Sotto acqua, signora.374

A Castelvecchio375?

Anche sotto acqua...376

A Tum? A giardino Giusti377?

Sotto acqua, tutto sotto acqua!378