Drzewa też sobie rosną bez żadnych wielkich fumów, jak Bóg dał; klon — to klon; świerk — to świerk; lipa — to i lipa.

Co do węża, jest to jeden z tych niewinnych, przyjacielskich, lubo404 nie bez ukrytego żądła wężów, co się rade okręcają koło laski Eskulapa, a jego płaska głowa zdaje się dobrotliwie uśmiechać do małoletniego w szkolnej bluzie i w słomianym kapeluszu Adama, który sięga po fatalne jabłko z wesołą rumianą twarzą.

Ewy — nie ma w tym raju. Istotnie, cóżby ona tu robiła?

Nieznane mi są zasady pedagogiczne, jakimi się Elizabetina rządzi, ale pełna filozofii naiwność powyższej symboliki jest — przyznaję — wzruszającą. Umieć coś pokazać dziecku, tak szczerze, jest rzadkim przymiotem starszych.

Kiedy się z przysionka tego dwoje drzwi bocznych otwarło, zobaczyłam — na prawo i na lewo — dwa wewnętrzne, pełne drzew, krzewów i kwiecia dziedzińce, wokoło których obiegają galerie, dające przystęp do klas i oddziałów szkół obu.

Cień, chłód, zapach, świergot ptaków, plusk wody żywej, oto co mnie tu uderzyło zamiast tradycjonalnej stęchlizny, kurzu, martwoty, tak zwykłych naszym pedagogicznym zakładom.

Pusto było w tym „raju w Roveredo”, gdzie dla setek dzieciaków dojrzewają jabłka wiadomości dobrego i złego, wakacje bowiem tego roku przeciągnęły się nad miarę z powodu wylewów, które rozpierzchnionym405 malcom nie pozwoliły zebrać się w Elizabetinie.

Tylko stary pedel406 w niebieskich okularach i letnim spencerku strugał podpórki dla puszystych gwoździków, tchnących rozkoszną wonią, a pies jego, wyciągnięty na błyszczącym żwirze, pyskiem za muchami kłapał, drzemiąc na jedno oko.

Wprost wejścia głównego wznoszą się z przysionka obszerne schody, na których pierwszym zakręcie żelazny balkon daje widok na góry, u czubów nagie, dołem ginące w zieleni morwowych sadów i winnic, a wyżej drzwi do biblioteki i gabinetów, zawierających pomoce naukowe Elizabetiny.

Wychodząc z tej pięknej pomysłem, a dzielnej wykonaniem szkoły, zaciekawioną byłam niepomału407, gdzie tu jednak bywa Ewa, której na obrazie brakło, gdy wtem na rozgłośnym miejskim zegarze uderzyło południe.