Z ganku tego widać było szczyty gór liliowe, a niżej, na stokach, nieskończone winnice i morwowe sady. Tę to część domu zajęli teraz zacni nasi gospodarze, ustąpiwszy nam salonu i pokoju pani. Salon był narożny, dwoma oknami na Piazza Rosmini zwrócony, tutaj stały paradne sprzęty, a ściany ozdobione były pięknymi sztychami. Najpierw, na głównym miejscu, wspaniała Madonna; tuż obok niej Mazzaniello399 ciska zarzewie słów palących w pierś ludu neapolitańskiego, dalej Wilhelm Tell400 odpycha nogą łódź, na której z garścią ochotników przybył, aby walczyć i polec za wolność. Jeszcze dalej scena z Fausta, kiedy powracająca z kościoła Małgorzata, mówi kusicielowi swojemu: Bin keine Dame, weder schön; kann unbegleitet nach Hause geh’n...401
W kącie pianino, na którym dobra signora Franchini od wielu lat grywać już przestała. Teraz otwarte i podstrojone dla mnie przemówiło tęskną nutą ukraińskich dumek i pieśni ludowych, i chorałem pełnym boleści i krwi, i łez, i dymów żrących. A echa zdumione takim płaczem pieśni, chodziły po mieście tym włoskim jak cudze i odlatywały w góry smucić się, i roznosić westchnienia mdlejące.
8
Elizabetina — Drzewo wiadomości dobrego i złego — Ewa w Roveredo — Pod oknem — Castelvecchio — Na drodze — Madonna del Monte — Dwa cuda — Rzut oka z góry — Gemma.
Kiedym się w miasteczku naszym po trosze rozglądać zaczęła, spostrzegłam na contrada402 Alla posta, wielkimi literami po murach domów popisane kredą: asinus, asinus403.
Wniosłam stąd, że niedaleko gdzieś szkoła tu być musi. Jakoż była.
W pięknym, wielkim gmachu, który na czole nosi nazwę Elizabetina, a u stóp, na wyniesionym nieco chodniku, ma olbrzymią rozetę mozaikową, z kamyków czarnych, białych i brunatnych, misternie złożoną, istnieją w Roveredo połączone szkoły: normalna i wyższa.
W obszernym, dźwigniętym nad schody przysionku, wprawiono po lewej stronie erekcyjną tablicę z marmuru, a po prawej zawieszono wielki obraz, przedstawiający drzewo wiadomości dobrego i złego. Tło obrazu stanowi naturalnie raj. Tylko że osobliwości raju tego zredukowano do tych widoków powszechnego świata, jakie wychowaniec Elizabetiny przed oczyma w życiu będzie miał.
Nie ma tu więc owych barankowatych lwów ani lampartów tchnących zasadami wzniosłego humanizmu, ani róż niebieskich, ani bogobojnych jaszczurek, ani smoków skrzydlatych, hodujących pierwsze pióra dla przyszłej prasy postępowej, jak to wszystko widziałam na pięknym obrazku w krakowskiej kramicy przed dominikanami.
Tutaj u stóp tragicznego drzewa leżą księgi, globusy, cyrkle oraz pergaminy stare, trącące Herodotem i molami.