A łódź tymczasem płynęła wolno mdlejących blasków smugą; wioślarze powstali i odkryli głowy.

Ave Maria!


— Dromionie, oskrob ryby! A ty, Macherionie,

Wyjm kość grzbietową z szczupaka morskiego...151

Tak przemawiał do towarzyszów swoich Antrax w starej Plautowej152 komedii. Zdaje się jednak, że ów biedak Macherion ogłuchł był nieco pod owe czasy, skutkiem łoskotu żarn piekarskich, obracanych przez Plauta, i zamiast ze szczupaka morskiego, wyjął kość grzbietową ze szwajcara hotelowego w St. Wolfgangu.

Oto siedzi na ławce u zajazdu, zasępiony, zły czegoś, kwaśny.

Ręce trzyma w kieszeniach, spluwa na prawą i na lewą stronę, ale widocznym jest, że mu to małą zaledwie ulgę przynosi. Patrzy na Schafberg: góra stoi, jak stała, przeklęta oberża na niej stoi takoż153; odwraca tedy głowę i gwiżdże przez zęby.

Wtem słychać nadjeżdżające powozy. Szwajcar154 się zrywa, przykłada rękę do oczu i od razu poznaje, że to są Anglicy. Podbiega tedy rozpromieniony, rzuca się prawie pod konie, staje u drzwiczek zgięty, złamany w pół, w troje, w czworo — i jeszcze trochę. Migdałowa jego, dobrze tresowana kapota, sama się na kark zasuwa; poły jej przednimi końcami sięgają piasku, jak również ręce jego, wychodzące z ramion, tuż pod uszami wtulonych.

Oczy przymknięte, twarz błogości pełna, usta namaszczone słodyczą.