Jeszcze zacny Barbesi nie wyszedł był za drzwi, kiedy w nie zapukano leciuchno353. Był to sąsiadujący z nami o ścianę tłuścioch, nie wiem już jakiej narodowości, który przez dwie ubiegłe noce prawdziwie po mazursku chrapał w sposób zagłuszający huk wody.
— Czy panie naprawdę jadą? — zapytał mąż ten szanowny.
— Si signor354, za pół godziny.
— Ha, to i ja jadę!
Rzucił się za nim gospodarz, jak człowiek, który traci najpiękniejsze marzenie życia swojego; stanowczy jednak głos tłuściocha nie wróżył dobrego końca tej sprawie.
Tymczasem w uliczce na plac prowadzącej ozwał się plusk naszej łodzi, w której urzędnik municypalny był kapitanem. Jego samego zdawała się ta impreza nasza zajmować w szczególny sposób.
Jak tylko usłyszanym być mógł, pozdrowił nas głośno; po czym drabinkę do okna rzuciwszy, zejść nam po niej dopomógł, tak że cała ta przeprawa à la Romeo odbyła się dość pomyślnie, lubo355 nie bez strachu. Zaledwieśmy się jednak umieściły w łodzi nieco brudnej i dobrze wodą nabranej, kiedy oczom naszym przedstawił się widok, który i trapistę nawet do śmiechu pobudzić by musiał.
Na karkach dwóch tęgich fakinów, po piersi brodzących w wodzie, jechał nasz tłuścioch w ten sposób, że każda z ogromnych nóg jego piastowaną była przez innego człowieka. Sam jeździec spocony, zdyszany, w kapeluszu z czoła zsuniętym, trzymał w jednym ręku olbrzymi parasol, a w drugim worek podróżny.
Jękła łódź nasza pod nowym tym ciężarem i głębiej podeszła wodą; gdy wtem zjawił się nam jeszcze jeden towarzysz podróży. Był to jakiś młody Anglik, kontentujący356 się karkiem tylko jednego fakina, podczas gdy drugi niósł za nim na głowie walizkę i złożoną sztalugę.
Zrazu płynęliśmy dosyć szczęśliwie, wśród domów zatarasowanych na głucho, odpierając się wiosłami od węgłów, przy których tworzące się wiry kręciły ogromną naszą łodzią jak łupiną dyni. Ludzi nie widać było nigdzie; miasto wyglądało jak martwe. Wkrótce jednak wiosła coraz silniej o kamienie stukać zaczęły, aż i samo dno łodzi zgrzytnęło na bruku; zaczem357 dalej już płynąć nie było sposobu.