Nie daj na pastwę ciemnego motłochu...

Niech ból twój, wielki jako oceany,

Nie będzie wzrokiem szyderstwa smagany,

Ani w ulicznym znieważony prochu,

Lecz niech w twej męskiej piersi się pomieści...

Ucisz się, mistrzu — i wznieś się nad siebie...

Pomyśl, jeżeli promień słońca skryty

Nie daje światła w burzliwej zamieci,

Czyż zwątpi oko, wpatrzone w błękity,

Że on nie zagasł — lecz żywie151 i świeci