Że za pieniądze jesteś nierządnicą,

Klnę ci się, pani, mą duszą, mym zdrowiem,

Że pójdę patrzeć, jak idąc ulicą,

Uczciwi ludzie omijają ciebie

I jak wyglądasz w hańby poniewierce...

Jak to! tyś córka? — i — przez Boga w niebie,

Patrzysz, jak ojciec twój siwy i stary

Ginie w straszliwej dla męża bezcześci159

I toniesz we łzach bezpłodnej boleści,

Zamiast się podnieść do wielkiej tej miary,