Nad czołem dumnem, spokojnem, choć bladem,

Kobiety-obywatelki.

I zarzuciła płaszcz drogi, utkany

Z żywej, tajemnych uczuć naszych przędzy,

Na ziemię ojców, na krwawe jej rany

Na nagość i wstyd jej nędzy.

Gdy biła w skrzydła anielskie nad ludem

Nawet bluźnierca uginał kolana,

A w oku jego wzbierała jak cudem

Łza wrząca, dawno nieznana.