i jaskółki odgarniam znad czoła.

Potem w dali doganiam pilota,

co się w chmurach koziołkuje i miota,

głową na dół, wśród wspaniałych skrętów.

Ścigam jego samolot po niebie —

aż mnie wciąga silną ręką do siebie,

jak syrenę, co się czepia okrętu.

O, nie całuj, nie całuj, pilocie!

Nie ogarniaj mnie ramieniem w locie,

bo za prędko spadniemy na ziemię.