— Za ile godzin tam dojedziemy?
— Za osiem, dziewięć najdalej — odpowiada Mustafa.
Furgony toczą się raźnie, droga niezwykle jest równa i gładka; słońce weszło w całym majestacie. Po pięciu godzinach dobrego marszu wypoczywamy w przydrożnym tchaïkhaneh57.
— Ile stąd jeszcze do Bajburtu?
Mustafa drapie się w poczochrane kudły.
— Hanum, Bajburt blisko.
— No, ale za ileż godzin tam staniemy?
— Hanum, niezadługo... Za siedem godzin, może za osiem. Daj tytoniu, hanum!
Bierze mnie ochota zadławić dziada. Rozumie się, że do Bajburtu już tego wieczora nie dojeżdżamy. Noc schodzi szybko ze szczytów, mrok spada nagły.
— Tu trzeba będzie się zatrzymać.