Stwierdzamy z zadowoleniem ludzi zmordowanych i nic poza posiłkiem na razie niewidzących, że mieszkańcy tego domu jadają i gości głodem nie morzą. Przy tym gościnność służby świadczy wyraźnie o gościnności pana.

Abbas-Ali-Khan jest bodaj najbogatszym z obywateli miasta Khoj i należy do najstarszej arystokracji Iranu. Fanatyk w rzeczach wiary, ściśle strzeże dawnych obyczajów. Opiekuje się więc nami jak najlepiej; nie składa mi jednak wizyty, lecz prosi męża do siebie, gdyż prawowierne jego oczy nie mogą bez grzechu widzieć europejskiej hanum-hanum, chodzącej po świecie z odkrytą twarzą.

Z samego rana więc rozdzielają nas jak w Awadżyku: mnie prowadzą do enderumu, gdzie pani domu — drobna, czarna, chuda i niepiękna, ubrana w męskie spodnie i spódniczkę baletnicy — wielki wdzięk wobec mnie roztacza. Na głowie ma muślinową chustkę na krzyż złożoną i spiętą pod brodą olbrzymim brylantem.

Spędzam w enderumie osiem co najmniej godzin. Hanum przez cały ten czas nie drgnęła z miejsca, na którym siedzi, nogi pod siebie podwinąwszy. Stoi przy niej kalian, którym się raz po raz zaciąga. Przez cały dzień kipi samowar, a hanum sama rozlewa herbatę w maleńkie szklaneczki z maleńkimi również łyżeczkami, zdobnymi w lwy i słońca. Jedyne to zajęcie żony Abbas-Ali-Khana, jedyne też wszystkich kobiet perskich z wyższej sfery.

Będę miała sposobność mówić o tym obszerniej nieco później.

Po południu schodzą się tu żony wszystkich miejscowych dygnitarzy, by mnie oglądać. Wyglądają na żałobne cienie w czarnych lub ciemnogranatowych jedwabnych czadurach95, z białą zasłoną na twarzy. Zasłona jest z płótna czy perkalu; rysów twarzy domyśleć się pod nią niepodobna. Drobna siateczka ażurowa, ściśle na oczy wymierzona, pozwala im świat boży oglądać jako tako.

Ubranie to na ulicę, jednostajne dla wszystkich perskich kobiet, wygląda nieestetycznie i nieefektownie.

Przybyłe hanum zrzucają czadury i zasłony. Mają pod nimi bufiaste, jedwabne, różnokolorowe szarawary96, do których przyszyte są, całość z nimi stanowiąc, takież same jedwabne o zaostrzonych końcach trzewiki.

Wychodząc na ulicę, nadziewają jeszcze na nogi pantofle, czy też sandałki skórzane. Reszta ubrania podobna jest do kostiumów, które wyżej opisałam.

Hanum wdzięczą się wszystkie i silą na wielką uprzejmość. Przyglądają mi się dość dyskretnie, dopytują się o „Frengistan97 i jego obyczaje, kiwają głowami, mlaskają językami, lecz zachowują pewne formy towarzyskie.