Farsi jest językiem nauki, literatury, poezji i językiem Sadiego, Hafiza i Firduziego178, który w tej mowie opiewa sławę królów, bohaterskie czyny Rustema179, jego zwycięstwa nad wielkim białym dziwem (diabeł-diw) i piękność kobiet o twarzy księżycowo rozlanej. Taki bowiem był ideał piękna wielkiego poety.

W ogólnej liczbie ludności Persji, wynoszącej więcej niż 8 milionów, trzecia niemal część przypada na koczownicze plemiona Illiatów, przeważnie irańskiego pochodzenia, jak Kurdowie i Bachtiari180.

Kurdowie podlegli królowi królów równie są niesforni i nieokiełznani jak lennicy czerwonego sułtana Abdul-Hamida181! Buntowniczych ich khanów wciąż wzywają do stolicy, aby tłumaczyli się przed władzami ze swych postępków; nie zawsze jednak zjawiać się raczą.

Wystarczy spojrzeć na zawadiackiego Kurda jadącego na ognistym arabskim rumaku, obwieszonego bronią, by zrozumieć, że ta buńczuczna postać, od której bije zuchwałość i samowola, nie uchyli się przed żadną przewagą.

Bachtiari — wojownicze także plemię, rozsiadło się głównie w Laristanie, prowincji południowo-zachodniej, nad Zatoką Perską. Niektórzy z historyków przypuszczają, że są to potomkowie dawnych mieszkańców starożytnej Baktriany182. Język ich przypomina dawną mowę Persów, od których różnią się wszakże zupełnie w obyczajach.

Podróżnik z początku XIX wieku, Jacques Morièr, tak na przykład opisuje ich obrządki pogrzebowe:

Naokół grobu tańczą i śpiewają przy monotonnych i głuchych dźwiękach muzyki. Jeśli zaś zmarły zginął na wojnie, zapały taneczne wzrastają w dwójnasób, śpiewy brzmią wesołą nutą; śmierć bowiem na polu bitwy jest w ich przekonaniu śmiercią sprawiedliwych.

Zatargi Bachtiari z władzami są częste, khanowie ich płacą nieraz głową za bunt i opór. Obecnie ucichli pod żelazną dłonią gubernatora prowincji południowych, Zille-Sultana (brata Muzaffer-Eddina), najenergiczniejszego człowieka. Dowódcy nomadów wolą unikać jego gniewu, który bywa straszny i bezwzględny.

Nie należy przypuszczać, że nomadowie snują się w ciągłym ruchu po drogach Iranu. W dawnych czasach pędzili rzeczywiście żywot prawie wyłącznie koczowniczy. Teraz zajmują się wszyscy niemal uprawą roli, budują lepianki, gromadzą je w wioski. W lepiankach tych mieszkają zimą, obrabiając ziemię, a gdy latem zbiorą zasiewy, wyruszają ze stadami w góry, stale w te same zakątki, w których z ojca na syna od lat dziesiątków trzody swe pasą.

*