Dellal miesza zabawnie w mowie do swej perszczyzny kilkanaście wyrazów francuskich, dodających według niego siły i dobitności określeniu. „Hanum, in hejli172 très joli! Hejli antique! In or, argent, brillant, télégraphe-or!!”173 Złoto telegraficzne (?) oznacza w jego pojęciu najszlachetniejszy gatunek metalu.
Rozłożywszy na tarasie domu wszystko, co zawierała nosza osiołka, dellal wydobywa ze swych wielkich jak worki kieszeni łyżki do sorbetów delikatnie rzeźbione w drzewie oliwnym, srebrne pudełeczka emaliowane i inkrustowane, stanowiące rodzaj amuletów i jako takie przywiązywane do ramienia jedwabnymi sznurkami; wierni noszą w nich podobno przykazania Mahometa. Niektóre z nich prześlicznie są cyzelowane i przedstawiają skończenie artystyczne cacka. Z kieszeni dellala wyłaniają się nowe skarby: miniatury, pierścionki, kamienie pozawijane w brudne papierki, monety srebrne z czasów Aleksandra Macedońskiego, główki starych kalianów niebieskie od turkusów. Mimika kupca, rozpływającego się w podziwie nad własnym bogactwem, dochodzi do najwyższego napięcia; w głosie brzmi ekstaza.
Zasadą dellala jest, rozumie się, bezwzględne obdzieranie frengi. Lecz nie obraża się bynajmniej, gdy mu zaproponować dziesiątą część żądanej przez niego ceny. Najczęściej po paru „hanum”, bolesnym wyrzutem nabrzmiałych, po kilku pełnych godności zapewnieniach, że jego samego drożej to kosztuje, wyciąga rękę po zapłatę. „Male szuma, hanum, mniejsza o to, że ja biedny stracę na tym interesie!”
Spomiędzy niezliczonej ilości ulicznych typów dellal jest bez wątpienia najwięcej zajmujący. Szczerze się przyznaję, że lubię jego długie przemowy, przesadne zachwalania i wyrazistą gestykulację. Może obdziera nas trochę, i bardzo, lecz o to nie mam do niego najmniejszej urazy.
W kategorii typów ulicy zaznaczyć jeszcze muszę tabakieszów, dźwigających na głowie nakrytej płaską mycką olbrzymie tace lub wprost drewniane kręgi, na których ustawiają stosy talerzy, baterie kieliszków, szklanek, karafek, kryształowych świeczników, lamp, filiżanek. Z niesłychaną zręcznością przesuwają się przez tłum ze swym ładunkiem i nieocenione oddają usługi przy przeprowadzkach. Nigdy, przenigdy nie stłucze tabakiesz najmniejszego drobiazgu. Wzdłuż ulic krążą też roznosiciele wody z wielkimi skórzanymi bukłakami ociekającymi płynem.
W miejscach, gdzie się ruch koncentruje, siedzą balwierze174 z całym swym przyborem; żołnierze zajmujący się zmianą pieniędzy rozkładają na wywróconych dnem skrzynkach monetę srebrną i miedzianą; handlarze lodów pchają wózki ze swym przysmakiem, cuchnącym łojem bardzo, mimo to przez lud cenionym. Służący rujnują się na ten specjał, nawet karauły ulegają pokusie i wydobywają z brudnych szmatów skrzętnie chowane szai175.
Fizjonomia miasta zmienia się w jednej prawie chwili z nadejściem wieczoru. Zaledwie słońce skryje się za górami, rozlega się z minaretów „Allah-hou” muezinów, wzywających wiernych do modlitwy. Wnet ustaje praca dzienna, opróżniają się ulice i sklepy bazaru, kupcy spieszą do domów; wraz z nocą schodzi cisza. Słychać tylko częste naszczekiwanie psów trędowatych, wyleniałych i poranionych, których gromady wylegują tu pod murami jak w Konstantynopolu. Chwilami rozbrzmiewa przeciągłe i żałosne „Allah-Ali” derwiszów. Miasto usypia, czuwają już tylko Europejczycy.
VIII
Turki i Farsi. — Kurdowie i Bachtiari. — Parę słów o armii. — Wybitne cechy charakteru narodowego. — Uprawa gruntu i przemysł. — Fauna i flora. — Klimat.
Iran zamieszkują dwa odmienne plemiona, złączone jednością religii stanowiącej wielki odłam islamu. Na północo-zachodzie kraju, a więc w prowincji Azerbejdżanu i w perskim Kurdystanie, osiadły narody pochodzenia turańskiego, potomkowie Medów, noszący ogólne miano Turki. Południe i środek zamieszkali Farsi lub Parsi, od południowej prowincji Farsistanu, mającej za stolicę Sziraz. Język farsi jest językiem sfer ukształconych176 całego kraju. Rozprawiały już w nim wszystkie arystokratyczne hanum w Khoj, które niezmiennie witały mnie frazesem: „Farsi midanid?”177, naiwnie zdumione mą nieświadomością. I jakkolwiek panująca od lat dwustu (1705 r.) dynastia Kadżarów jest pochodzenia Turki, jakkolwiek na dworze Agi-Mohammed-Khana, pierwszego króla tej dynastii, mówiono twardym turecko-tatarskim żargonem, stanowiącym narzecze prowincji północnych — obecnie farsi wyrugował go z użycia całkowicie.