Nie dosyć na tym. Gdy przybyliśmy do Teheranu, wszyscy bez wyjątku, zaczynając od Nasr-Eddina i ministrów, a kończąc na chorych, którzy posypali się tłumnie, winszowali hakimowi czeszm210 tej kuracji i poczytywali ją za zaszczyt dlań i dobrą wróżbę.
Biedny muszdeid umarł jeszcze podczas naszego w Teheranie pobytu. Żałobne jęki słychać było ze wszystkich meczetów; sklepy i bazary pozamykano jak w święta uroczyste, w to święto smutku narodowego.
Ponad mułłami i imam-dżomeh istniała dawniej najwyższa władza duchowna, szef i głowa kościoła — papież szyizmu, Sudder-ul-Suddur. Lecz jeśli potęga duchowna arcykapłana nie zawadzała szachom, władza jego ziemska wydała im się zbyteczna. Toteż Fet-Ali-Szach uważał za akt dobrej polityki zniesienie tego pontyfikatu, rzucającego cień na jego wszechwładztwo.
W taki sposób zniesiona została oligarchia duchowna, lecz nie zmniejszył się bynajmniej wpływ duchowieństwa. Mułłowie ciążą olbrzymią siłą reakcji na całym życiu społeczeństwa i paraliżują wysiłki jednostek, pragnących wyrwać naród z mocy obskurantyzmu.
Mułłowie nie tylko komentują Koran i walczą uparcie ze światłem i postępem. Zwierzchnim sądem każdej prowincji w kwestiach prawa cywilnego, a więc: własności, podziałów spadków, wywłaszczeń, małżeństw i rozwodów jest trybunał złożony — pod zwierzchnim przewodnictwem imam-dżomeh — z mułłów, biegłych w prawnictwie. Wyroki ich oparte są na słowach Koranu i na tradycjach obyczajowych, moc prawa mających. Urzędnicy cywilni korony: gubernatorzy prowincji i podległa im rzesza poddostojników, rozstrzygają tylko w kwestiach prawa karnego i zajmują się gorliwie poborem podatków.211
Nie zdaje mi się, by Persowie w tajnych głębiach ducha odznaczali się nadmiarem pobożności, a szczególniej wiary.
Przekonana nawet jestem, że sfery intelektualne najzupełniej są ze wszelkich przekonań religijnych wyzute lub hołdują co najwyżej zasadzie deizmu212. Jedynie ciemny tłum wierzy ślepo w słowa Koranu. Ale taka jest potęga duchowieństwa i tak liczyć się z nią trzeba, że wszyscy Irani, zarówno wierzący, jak obojętni i wolnomyślni zachowują w zewnętrznych stosunkach życiowych pozory wiary, a nawet fanatyzmu. Każdy z nich wspomina w każdej okoliczności imię Allaha; z ust wciąż się sypią „Insz-Allah”„, Masz-Allah”, „Barek-Allah”213. Na ręku każdy Pers zawieszony ma różaniec, którego paciorki machinalnie przesuwa, powtarzając jakoby w myśli sto imion Allaha. Gdy zaś nadchodzi godzina modlitwy: o wschodzie słońca, w południe lub o zachodzie, kiedy z minaretów rozlega się nawoływanie muezzinów — zwraca się ku Mecce, zastygły, zda się, w zamodlonej pozie. Lecz za przesadą tych zewnętrznych demonstracji kryje się często najzupełniejszy indyferentyzm214 religijny.
Mówiłam już, że podczas świętego miesiąca ramadanu przepisy religii zabraniają wiernym spożywania potraw pomiędzy wschodem i zachodem słońca. Prosta masa ludu obserwuje ten post ściśle; przekonana jestem że służący nasi nie jedli nic przez dzień cały. Słaniali się jak cienie, wyniszczeni i osłabieni, pracowali jeszcze leniwiej niż zazwyczaj, choć już miara zwykłego ich pracowstrętu jest dość imponująca. Gdy o zachodzie słońca rozbrzmiewał wystrzał z Tophaneh, rzucali się na jedzenie z żarłocznością świadczącą wymownie o długiej wstrzemięźliwości. Lecz wszyscy prawie Persowie z lepszej sfery posilają się w ciągu dnia, kryjąc się przed służbą. Wstrzymują się jedynie od picia wódki i wina, obawiając się, by zapach alkoholu nie uderzył czułych powonień mułłów, z którymi każdy codziennie się styka. Ale to chwilowe umartwienie powetowują sobie nocą. Z bardzo i bardzo nielicznymi wyjątkami piją oni wódkę, i to już nie kieliszkami, lecz całymi szklankami. Po wchłonięciu kilku takich porcji obrzydliwego i mocnego raki zachowują całą przytomność umysłu, co świadczy wymownie o pewnym wyrobieniu w kierunku absorbowania alkoholu.
Pod osłoną religii oficjalnej i zewnętrznymi pozorami prawowierności kryją się i krzewią niezliczone sekty. O jednej z nich, której doktryny wywarły wpływ potężny na masy, a szczególniej na tę część społeczeństwa, która czuje i myśli, pragnęłabym wspomnieć słów kilka. Jest to sekta babistów215, których krew męczeńska popłynęła strumieniami przed pół wiekiem, sekta pozornie zduszona, w rzeczywistości posiadająca obecnie tyluż może co w epoce pierwszego rozkwitu wyznawców. Tylko nauczeni krwawym doświadczeniem poprzedników dzisiejsi babiści kryją swe przekonania i przesuwają jak najprzykładniej w ręku paciorki różańca.
Twórcą tej sekty był seid216 z Szirazu, Mirza Ali-Mohammed, który od lat młodzieńczych zasłynął był w swym otoczeniu z cnót niepospolitych, słodyczy i łagodności niewymownej połączonej z pogodą umysłu otwartego, jasnego, obejmującego szeroko kwestie filozoficzne, religijne i społeczne.