Wracam do obyczaju darzenia monetami. Wpadłam w niewymowne osłupienie, gdy po raz pierwszy któryś z synów ministra oświaty ofiarował mi z uprzejmym uśmiechem złotą monetę. Dwa lata pobytu w Persji odzwyczaiły mnie od dziwienia się tym prezentom. Jest to zwyczajna towarzyska grzeczność, którą Persi praktykują zarówno wobec mężczyzn, jak i kobiet. Dawanie złotej monety o tyle jest zrozumiałem, że w obiegu monet tych nie ma wcale. Ale w składach wekslowych bazaru lub u licznych nawet bankierów, tych imponujących karaułów, rozkładających swój kantor zamienny na sponiewieranej szmacie przy rynsztoku, można ją wymienić z łatwością na monetę bieżącą.

Szach daje oczywiście i wspanialsze od garstek złota podarki. Najczęściej w dowód uznania i monarszej łaski ofiarowuje dostojnikom perskim lub frengi, którzy położyli wobec niego zasługi, rasowe wierzchowce; zamiast gulami stajenni przyprowadzają często wynędzniałe szkapy. Fantazja koniuszych i rozlicznej pałacowej służby kieruje się sytuacją społeczną obdarowanego i wysokością piszkieszu, jaki odeń otrzymać mogą. Koniom przysyłanym w darze przez monarchę farbują — nie wiem z jakich przyczyn — ogon na czerwono.

Jak samowolnie rozporządza się służba pałacowa, świadczy o tym poniższa autentyczna historia. Mohammed-Szach, pierwszy król z dynastii Kadżarów, chcąc wyrazić pewnemu europejskiemu malarzowi swe zadowolenie z wykonanego przezeń portretu, rozkazał posłać mu konia. Czterech gulamów przyprowadziło więc do artysty z wielkimi honorami stare okulałe zwierzę. Lecz służący jego, znając swych współrodaków, wybuchnął na widok biednego Rosynanta242 potokiem najstraszliwszych obelg i odmówił stanowczo przyjęcia go do stajni swego pana. Gulami wysłuchali wymysłów z największą flegmą i zawrócili z kulejącą szkapą do stajen królewskich. Po paru godzinach zjawili się ponownie z bardzo pięknym wierzchowcem i pokorną miną ludzi przeświadczonych, że obdarowany frengi musi być ważną figurą, jeśli jego służący obszedł się z nimi tak obcesowo. W tej anegdocie maluje się cały Pers dzisiejszy, tak jak Pers sprzed wieku i sprzed wieków: podstępny i przebiegły, a zarazem bezgranicznie naiwny.

Ofiarowuje jeszcze szach wiernym swym poddanym tak zwane kalaaty. Nie zdaje mi się, by tym prezentem obdarzani byli frengi. Najzwyczajniejszy kalaat polega na zwierzchniej sukni z mniej lub więcej cennej materii, okładanej sobolami. Kompletny kalaat przedstawia się o wiele bogaciej, składa się nań suknia, złoty łańcuch, sztylet lub szabla, drogie futra. Niewiele rzeczy zmienia się w Persji z biegiem czasu, obniża się wszakże skala hojności monarszej i takie kalaaty stają się coraz rzadsze.

Oto jak opisuje Morièr (Second voyage en Perse, 1816) uroczyste wręczenie przysłanego przez Fet-Ali-Szacha kalaatu wielkorządcy Szirazu z okoliczności Nowego Roku. Kalaat to był okazały — i kompletny. „Zwykły kalaat — mówi Morièr — składa się z długiej zwierzchniej sukni, pasa i szala perskiego. Chcąc wyróżnić szczególniej obdarowanego dostojnika, dołączają do tych przedmiotów szablę lub kindżał, wreszcie, dla osób wysokiego bardzo rodu, drogocenne futra. Lecz gdy kalaat jest całkowity monarcha, daje jeszcze konia o złotej uździenicy, złoty łańcuch i szablę w złoconej pochwie”.

Taki mniej więcej kalaat otrzymał był ongi książę Szirazu. „Wystrzały armatnie i dźwięki trąb zwiastowały nastąpienie tego dnia pięknego. Księcia Szirazu wyróżniał od otaczającej go świty wielki parasol nad głową rozpostarty, przywilej przysługujący książętom krwi. Na przestrzeni trzech mil angielskich droga zarzucona jest kwiatami, podobne honory świadczą jedynie osobistościom, zajmującym wybitne stanowisko. Butelki cukru (?) rozpryskują się wciąż pod nogami książęcego rumaka, sypanie pod nogi cukru jest symbolem szacunku, jaki się żywi dla kogoś, i szczęścia, jakiego mu się życzy”243.

Obecnie król nie tyle rozdaje, ile otrzymuje podarki. A słusznie zupełnie nad błahość cennych drobiazgów przekłada realną marność metalu. Więc gdy przypadkiem zbywa mu na drobnej monecie, a nie chce naruszać nagromadzonych skarbów, zapowiada któremu z potentatów zaszczyt swej wizyty. Honor ten oprócz kosztów podejmowania monarchy wraz z jego liczną, złożoną z osób dwustu lub trzystu świtą, zaznacza się jeszcze w kieszeni wybranego deficytem kilkunastu tysięcy franków, który ofiarowuje na wspaniałej tacy i w pokornie zgiętej pozie swemu panu i władcy, jako skromny piszkiesz (prezent) za łaskę, która w tym dniu na dom jego zstąpiła. Wyobrażam sobie, jak w tej przemowie do słońca Iranu rozsuwają się kwieciste i miodopłynne frazesy, wiele tam powtarza się „male menmale szuma244, tym razem musowo szczerych.

Gdy króla królów podejmują jego poddani, obiaduje sam jeden w oddzielnej sali. U innych czy u siebie w swych pałacach, szach nie dopuszcza nikogo do zaszczytu zasiadania z nim do stołu. Nie robi w tym wyjątku nawet dla dyplomatów cudzoziemskich. Gdy przed siedmiu laty miano święcić jubileusz Nasr-Eddina, członkowie legacji europejskich zaproszeni zostali na wielki obiad. Lecz szach w innej, oni w innej jeść mieli sali. Dodam, że Nasr-Eddin nie uznawał zbytnio stołów i wolał spożywać swój posiłek spokojnie po persku, zasiadłszy na haftowanych złotem materacach lub jedwabnych dywanach i posługując się przy jedzeniu głównie palcami. Po skończonym obiedzie i wymyciu rąk obcierał je co dzień nowym kosztownym szalem wschodnim.

Na odległości oznaczonej ceremoniałem otaczają króla dworzanie, oficerowie, ministrowie, książęta krwi. W dowód szczególnej łaskawości obdarza czasem szach kogoś z tej świty udkiem lub skrzydełkiem kury, które szczęśliwy wybraniec losu spożywa z oznakami niewymownego zachwytu. Nikomu w obecności monarchy usiąść nie wolno i wszyscy — nie potrzebuję tego zaznaczać — są bez obuwia. Za względnie niedawnych jeszcze czasów europejscy nawet posłowie zmuszeni byli je zdejmować, zjawiając się przed obliczem króla królów. Morièr wraz ze swym ambasadorem, jakkolwiek ten ostatni pochodził z wielkiego rodu, nie uniknęli tych wymagań dworskiej etykiety. „Gdy dojrzeliśmy króla (Fet-Ali-Szacha), złożyliśmy mu z szacunkiem nakazane przepisem pokłony; po czym, zatrzymawszy się o trzydzieści kroków od niego, porzuciliśmy nasze obuwie”.

Te bałwochwalcze formy zewnętrznych stosunków władcy do wiernopoddanych, tak różniące się od wielkiej prostoty tychże stosunków, w którą chętnie ubiera się dziś potęga monarchów Europy, nie rażą zbyt na Wschodzie, przesadnym we wszystkich przejawach życia, konsekwentnym zresztą w tej czci prawie boskiej z pojęciem, jakie wiąże do wszechwładztwa. Czy można i należy odnosić się inaczej do bieguna wszechświata, króla królów i cienia Boga?