Od czasu do czasu z wolna, wciąż w dal niewiadomą zapatrzony, monarcha pociąga kalian.

Zaczyna się Salam. Król przemawia pierwszy, życząc swemu ludowi dobrego roku. Przemówienia Nasr-Eddina odznaczały się podobno wielką czystością języka, której szach przestrzegał gorliwie. Lecz ilekroć go słyszałam, uderzał mnie więcej niż dobór wyrazów, który trudno mi było ocenić, niezwykły lakonizm238 tych przemówień. Toż samo konstatuję na Salamie. W odpowiedzi na speech239 monarszy, przemawia wielki wezyr, wychwalając w kwiecistych zwrotach dobrodziejstwa, jakie spadają na kraj ze szczęśliwych i chlubnych rządów Nasr-Eddina.

Wezyr skończył. Szach rzuca znów szereg zdań urywanych i niezbyt się z sobą wiążących: „Czas jest piękny, zwiastujący dobre urodzaje. Miejmy nadzieję, że spadną deszcze i sprowadzą bogate zbiory”, i inne refleksje filozoficzne o sprawiedliwości, bezinteresowności, prawdzie, z których wieje mądrość La Palice’a240.

Teraz kolej na poetę dworu, stojącego na przedzie grupy Kadżarów. W improwizacji, która ma naśladować natchnienie, opiewa chwałę króla i cnoty Kadżarów; gdy wymawia imię władcy Iranu, wszyscy obecni chylą się niemal do ziemi.

Salam się kończy. Wielki kapłan wzywa błogosławieństwa niebios na szacha i jego rodzinę. Nowe strzały armatnie zwiastują zakończenie uroczystości. Nasr-Eddin schodzi z tronu tymże krokiem wolnym, zapatrzony w przestrzeń, jakby po obłokach stąpający, i idzie między podwójnym szeregiem głów schylonych.

Po skończonym Salamie prowadzą nas do galerii, nad salą tronową położonej, skąd patrzymy na igrzyska, będące w naturalnym porządku wszelkich uroczystości. Siłacze o głowach całkowicie wygolonych, na pół nadzy i wymazani tłuszczem, wyglądają bardzo nieciekawie i nieestetycznie. Popisy ich niczym mnie nie uderzają, ocenić mi ich nie pozwala wstręt nieprzeparty do sportów atletycznych. Z łapczywością rzucają się na srebrne pieniążki sypane przez szacha, który w otoczeniu koła dworzan patrzy na ich zapasy z drugiej, bliskiej galerii.

Oprócz tego głównego, publicznego Salamu są jeszcze dwa inne, na które profani nie mają dostępu. Pierwszym z nich jest Salam dyplomatyczny, gromadzący przedstawicieli europejskich legacji; najdawniej przebywający w Persji z ministrów zagranicznych występuje na nim z przemową. Na drugim Salamie przyjmuje szach urzędników rządowych europejskich, a więc profesorów Collége Imperial, instruktorów wojska, doktorów. Szach rozdaje wszystkim jedwabne woreczki pełne drobnych srebrnych monet, cienkich jak blaszki, zdobnych w liry i słońca. Zawartość całkowita każdego woreczka wynosi tomana (5 franków); zrealizować by się wszakże nie dała, gdyż składające się na nią pieniążki nie są używane w obiegu.

Obyczaj ofiarowywania w upominku wartościowych i niewartościowych monet szeroko jest w Persji rozpowszechniony. Nasr-Eddin w chwilach dobrego humoru wyrażał dworakom swe najwyższe zadowolenie, rozdając na prawo i na lewo złote monety 20, 10, 5 i 2½ frankowe, ozdobione z jednej strony jego pokrętnymi wąsami, z drugiej napisami perskimi. Swemu faworytowi, smutnej sławy Azi-Sułtanowi, trzynasto- czy czternastoletniemu chłopcu przegniłej i odpychającej postaci, o rozlanej twarzy i chorych zapłakanych oczach, codziennie w dodatku do bogactw, jakimi go obsypywał, ofiarowywał parę garstek złota.

Historia tego Azisa zasługuje na wzmiankę, bo ciekawa jest jak bajka. Siostrzeniec głównej klucznicy, czy szafarki enderumu królewskiego, Azis odegrał wypadkowo i biernie, przez sam fakt swej obecności, opatrznościową rolę wobec monarchy, któremu groziło niebezpieczeństwo. W zabobonnej duszy wschodniego władcy zrodził się odtąd przesąd, że losy jego istnienia ściśle są z losami Azisa złączone i nić życia się przerwie, gdy zabraknie Azisa.

Więc pielęgnował go, psuł, darzył bogactwami i zaszczytami. Faworyt miał z natury najgorsze instynkty: z dzikim okrucieństwem strzelał do żołnierzy i uśmiercał ich, wypróbowując przymioty nowej broni. Orgie, pijatyki i wszelkie nadużycia zrujnowały go fizycznie w dziecinnym prawie wieku. Szach na nic nie zważał, przebaczał haniebne skandale, nie rozstawał się prawie ze swym Azisem. Córkę własną dał mu za żonę. Nie pomogło to przeciw przeznaczeniu, które uzbroiło rękę Mirza-Rezy; Nasr-Eddin znalazł śmierć w Szah Abdulasimie241, a Azis zdrów i żywy pozostał, tylko po tragicznym zgonie dobroczyńcy musiał niezwłocznie opuścić Teheran, gdzie obmierzła jego postać wszystkim była wstrętna i nienawistna. Ma jednak czym osłodzić gorycz niełaski i łzy żalu obetrzeć: z hojnych darów królewskich zebrał pokaźną fortunę.