Dwie boczne ściany pokryte są, podobnie jak sklepienie, rzeźbami i złoceniami. Wyrzynane w najróżnorodniejsze formy zwierciadlane, ramy otaczają portrety królów z dynastii Kadżarów: niepiękną i nieciekawą twarz Mohammeda, wspaniałą czarną brodę Fet-Ali-Szacha, energiczną i drapieżną nieco głowę Nasr-Eddina. Władcy Persji mogą się malować i fotografować wiele233 tylko zapragną, w najrozmaitszych pozach i postaciach. Lecz ani w marmurze, ani w brązie, ani w gipsie uwieczniać im się nie wolno. Przepisy religii uważają za grzeszne portrety rzucające cień postaci. Nie umiem objaśnić, w czym się to wierze Mahometa sprzeciwia. Wiem wszakże, że Nasr-Eddin wywołał surową krytykę i głośne oburzenie w sferach duchownych, pozwalając jakiemuś nieudolnemu artyście przedstawić swą królewską postać w rzeźbie na koniu. Ze stanowiska estetyki słusznie można biadać nad tym wybrykiem monarszym; grupa jest wprost okropna: wyzłocony koń, wyzłocony król, wyzłocony postument, a naokoło szafirowe słupy latarni.

Sufit sali tronowej opiera się z przodu na prześlicznych kręconych alabastrowych kolumnach pokrytych splotami kwiatów oraz liści zielonych, złotych.

Wzdłuż dwóch bocznych i przedniej ściany biegnie na metr przynajmniej wysokości obramowanie z przezroczystego białego marmuru, na którym nakładane są wypukło złotej i zielonej barwy liście, kwiaty i arabeski. W każdym dawnym pałacu królewskim te przezroczyste marmury234, będące wytworem powolnego sączenia się źródeł przesyconych ciałami wodnistymi, a przeświecające zielonkawym odcieniem, stanowią ozdobę choćby kilku pokoi. Wyłożony też był nimi słynny meczet niebieski w Tebrysie.

Tron Mohammed-szacha, na którym w dni przyjęć solennych, jak dzień dzisiejszy, zasiadają władcy Persji, wykuty jest w tymże kosztownym marmurze. Tachti mermer (tron marmurowy) wznosi się na środku sali, blisko przedniej, otwartej na ogród ściany; szerokie krzesło tronowe oparte jest na lwach i kariatydach235, dwa zaś marmurowe stopnie na lwach i sfinksach.

Obecni na Salamie Europejczycy pomieszczeni są w sali do Tachti Khaneh przylegającej, skąd wzrok obejmuje ogród, plac i cały obraz na nim się rozsnuwający. Przez drzwi otwierające się na salę tronową widzimy również dobrze monarchę i każdy ruch jego.

W ogrodzie, na placu przed pałacem tłoczy się tłum olbrzymi. Przybyli tu khanowie turkomańscy i tatarscy, bejowie kurdzcy, książęta afgańscy w kostiumach malowniczych, w zawojach jedwabnych o barwach gorących. Nie brak żadnego z dostojników korony. Jest Sadrah-azam, wielki wezyr, prawa ręka króla królów, i wszyscy inni ministrowie. Na przedzie stoi wielki mistrz ceremonii, wspaniały Zaire-Dowle (szwagier Muzaffer-Eddina) o hardej twarzy i jasnym wąsie Sarmaty. W tego Zaire-Dowle wpatruję się na wszystkich obrzędach, na których figuruje jego arystokratyczna i buńczuczna postać, tak mi przypomina zawadiackie typy magnatów z obrazów Matejki.

Prawda, że i pewne kostiumy Persów tak podobne są do naszego stroju narodowego: atłasowe żupany, lite pasy, suknie z wylotami. Tu dopiero widzę wyraźnie, jak wiele szczegółów ubrania przyjęli od nich nasi przodkowie; dygnitarze przybrani są w długie, sięgające do ziemi płaszcze z kosztownych szalów perskich lub złotogłowiów ispahańskich, okładane sobolami. Olbrzymie brylanty iskrzą się na guzach; na wszystkich piersiach błyszczy portret szacha, otoczony brylantami — najwyższe odznaczenie, udzielane przez monarchę.

Przy nich stoją przedstawiciele licznej rodziny Kadżarów, której niestrudzony Fet-Ali-Szach przysporzył tylu potomków, dalej mułłowie, dalej jeszcze dowódcy armii w obwieszonych orderami i kapiących złotem mundurach. Na lewo europejscy oficerowie w błyszczących hełmach i sutych szamerowaniach. Setki służących w liberiach tak wyzłoconych szychami, że można ich wziąć za jenerałów, kręcą się pomiędzy grupami. Z dala od Majdani Tophaneh i przylegających ulic płynie zgiełk przytłumiony tysiącznych tłumów.

Salwa wystrzałów armatnich oznajmia ukazanie się króla. Otwierają się podwoje bocznego, na lewo od Talaru położonego pałacu (na rezydencję królewską składa się cały szereg budynków). Widzę Nasr-Eddina, zawsze młodego, trzymającego się sztywno i prosto, noszącego zadziwiająco dobrze swe lat siedemdziesiąt, czarnowłosego i czarnowąsego dzięki dobroczynnemu henne. Szach kroczy wolno, kierując się do Talaru między podwójnym szeregiem dostojników schylonych, do ziemi prawie zgiętych, jak gdyby objawił się prorok i między lud swój zeszedł. Tak mało dziś ważący we wszechświatowej polityce władca jest rzeczywiście wszechpotęgą wobec swych poddanych. Gdy posuwa się z wolna, zapatrzony gdzieś w nieskończoność, hieratyczny236, olśniewająco wspaniały, w mundurze o guzach skrzących rubinami i brylantami, o epoletach z potwornie wprost olbrzymich szmaragdów, otoczonych frędzlą wielkich pereł, o kołnierzu i wyłogach brylantami sadzonych, o pasie spiętym wielką brylantową klamrą, jest istotnie jakby w chwale i apoteozie237 wyosobnionym i przedstawiać się może podnieconej wyobraźni tłumów jako „Biegun Wszechświata, cień Wszechmocnego, Król królów, studnia wiedzy i bożyszcze”.

Gdy król zasiadł na tronie, piczetmet (paź) podaje mu kalian dni uroczystych, rżnięty z górskiego kryształu i zdobny w drogocenne kamienie. Z tyłu za nim, o poręcz tronową oparty, leży długi wałek puchowy, obszyty w jedwabie zahaftowane całkowicie perłami siejącymi łagodne i miękkie blaski. U stóp tronu klęczy dwóch czarnych eunuchów.