Pałaców tych opisywać dokładniej nie będę. Zeszpecono je prawie wszystkie ordynarnymi naleciałościami architektury europejskiej, ornamentacją przypominającą salony wielkich hotelów, malaturami jarmarcznych artystów, świecznikami i wazonami, w których lubuje się dusza Persa i którymi zastawia on wszystkie konsole262 i stoły. Szczęściem, że przechowały się jeszcze w każdym z nich prawie stare zabytki, arcydzieła sztuki ornamentacyjnej perskiej, śliczne mozaiki, majoliki i hattemy (inkrustacje kością słoniową, złotem i perłową masą), przepyszne szyby, a czasem i sklepienia ze szkieł kolorowych, których barwy harmonijnie się kojarzą i na których — lekkie i delikatne — wykwitają sploty zieleni i kwiatów. Po witrażach biegną, obramowując oddzielne szybki, niesłychanie misterne, wąskie linie rzeźb drzewnych. Ściany wyłożone są u dołu przezroczystymi marmurami z Yezdu263 i Denkerghanu, malowanymi w arabeski i kwiaty o barwach przyćmionych.
W innych pokojach wymalowano całkowicie mury we freski przedstawiające sceny z życia obyczajowego. Patrzą z nich brodaci Kadżarowie w sukniach wąskich i obcisłych do pasa, u dołu rozszerzonych i sadzonych kamieniami. Fet-Ali-Szach zasiada majestatycznie na tronie lub pędzi na białym, czerwonogrzywym rumaku, kładąc trupem dziki i jelenie. Kobiety w balonowych spódniczkach, o szerokiej twarzy, siedzą, zajadając szirini lub paląc kalian; inne oddają się skandalicznie nieprzyzwoitemu flirtowi.
Parki przylegające do pałaców są w ogóle ładne, o uroczystych cienistych alejach. Wszędzie szemrzą strumienie, biją wodotryski i szkli się w basenach o dnie z turkusowej majoliki woda kryształowo przejrzysta. Ogrodnicy perscy nie znają sztuki grupowania odpowiedniego roślin i kombinowania barw. Lecz — jak wszyscy ich rodacy — lubią namiętne wonie ciężkie i upajające; toteż uprawiają głównie kwiaty o zapachach zdecydowanych i silnych. Wiosną pełno w ogrodach hiacyntów i narcyzów, latem róż, jesienią tuberozy, którą Persowie nad wszystkie kwiaty przekładają i zwą poetycznie „guil Meryem” (kwiat Maryi).
Ponad wszystkie ogrody — nie wyłączając Gulistanu — stawiam wielki park w Kameranieh, rezydencji księcia Naieb-Saltaneh264, o kilkanaście kilometrów od miasta położonej. Ogród ten wygląda na olbrzymią cieplarnię, tak roślinność tam jest wybujała wspaniale, a całe jego urządzenie przynosi zaszczyt ogrodnikowi Francuzowi, który nim się zajmuje.
Przepyszne palmy różnych odmian: latanie, draceny, feniksy rozkładają szeroko liści swych wachlarze; ogromne jukki z ciężkim, białym kwiatem, kanny czerwone, białe, różowe, wielkie krzaki, najrzadszych i najpiękniejszych róż, jakie w Persji widziałam. Pełno w ogrodzie cienia, woni i chłodu, wiejącego od gąszczu drzew i od jasnej tafli basenów. Biały pałac znaczy się jasną plamą na ciemnym tle zieleni. Przed bramą wjazdową słudzy oprowadzają ciężko i poważnie stąpające słonie: jest ich pięć czy sześć — fantazja księcia, który z wielkim kosztem sprowadził je z Indii.
Oprócz królewskich i książęcych pałaców dwie jeszcze miejscowości służą za cel przechadzek i wycieczek. Są nimi fontanna Alego: Czeszmeh-i-Ali i ruiny miasta Rey265.
Fontanna Alego to właściwie niewielki staw, zbiornik wody źródlanej ze skał otaczających bijącej. Na prostopadłej i gładkiej ścianie jednej z tych skał wyryto portret któregoś z Sasanidów i otoczono go napisami. Fet-Ali-Szach, odczuwający nieposkromioną potrzebę uwieczniania swej postaci na wszystkich gmachach, frontonach i murach, nakazał zatrzeć napisy i postać swego poprzednika, a natomiast wyryć swój wizerunek.
Czeszmeh-i-Ali bliski jest słynnego meczetu Szah Abdulasim, miejsca pielgrzymki licznych tłumów. Naokół meczetu wyrosło miasteczko, czyste i ładne, w zieleni drzew ukryte. Pobożni ciągną tu, by spełnić obowiązek religijny, a zarazem użyć rozrywki i spaceru. Kobiety szczególnie, korzystające ze wszystkich sposobów wyrwania się z enderumu, gorliwie uprawiają wędrówki do świętych przybytków, a przeważnie do bliskiego stolicy Szah Abdulasimi. Najsurowszy nawet mąż pozwolenia na taką wycieczkę odmówić nie może. By skuteczniej uzyskać opiekę imamów, modlą się hanum gorąco u ich grobów po dni kilka i kilkanaście, a w chwilach wolnych zawiązują miłosne intrygi.
*
O dziesięć zaledwie kilometrów od Teheranu wznoszą się smutne ruiny, zdające się patrzeć na cmentarzysko gebrów, wielbicieli ognia. Resztki muru obronnego i dwie na wpół zwalone wieże są wszystkim, co pozostało z chwały i świetności antycznego Rhagesu, jednego z największych miast starożytności. Rhages, przechrzczone przez muzułmanów na Rey, należy do miast, których początki toną w mgle prawieków.