Wiele hanum ma dnia tego długie suknie w rodzaju obcisłych polonez o długich i bardzo wąskich rękawach. Ubranie to widzę po raz pierwszy i znajduję271, że nie jest pozbawione pewnej elegancji. Niektóre z sukien, naszywane perłami i drogimi kamieniami, wyglądają niesłychanie bogato. Słynna Anisseh Dowleh, najwięcej lubiana i szanowana z żon Nasr-Eddina, poważna i rozumna kobieta, rządząca całym haremem, a po trosze i jego panem, niemłoda już i nieładna, przybrana jest w kostium bajecznie okazały. Powłóczysta suknia z fioletowego aksamitu, obramowana wspaniałym szlakiem z ogromnych pereł i brylantów od szyi do stóp i naokół sukni biegnącym, mieni się tysiącznymi ogniami. Na rękach, na głowie, na szyi dźwiga sznury pereł tak wielkich, że już nieefektownych, pospinanych brylantowymi guzami. Wszystkie kobiety mają włosy splecione w kilka i kilkanaście warkoczy; głowa przykryta lekką, na krzyż złożoną chustką gazową, obwieszona jest mnóstwem kosztowności. Podziwiam ślicznie falujące i przepięknego połysku czarne długie loki jednej z żon ministrów; zbliżam się do niej, by się tym kruczym splotom lepiej przypatrzeć i widzę, że są... z jedwabnej szeli.

Stoły salonu zastawione są tacami owoców, lodów, sorbetów i wszelkich możebnych szirini, silnie zaromatowanych; w cukierkach znajdują się ziarnka kminku, anyżu i płatki najróżnorodniejszych kwiatów: róż, fiołków, jaśminów; mdłe to raczej niż smaczne.

Hanum zajadają słodycze, szczebioczą i radują się głośno, podniecone i szczęśliwe, dumne też z tego, że przed europejskimi kobietami, odzianymi tak ciemno, bez klejnotów i ozdób błyszczących, występują w całym przepychu drogocennych błyskotek i bogatych materii.

Słyszę nagły ruch w korytarzach, eunuchowie schylają głowy, król wchodzi.

Nasr-Eddin nie jest już tak imponujący, jak w dniu Salamu, kiedy zdaje się pławić w glorii blasku, zdaje się być chwilami istotnie tym „Cieniem Boga, rozdawcą tronów monarchom świata”, jakim go mianują pompatyczne określenia. Mundur ma na sobie nie tak wspaniały.

Widzimy króla z bliska — ostre zmarszczki rysują się wyraźnie na twarzy, choć przez bohaterskie podkręcanie wąsów sili się na nadanie jej wyrazu dzielnej młodości.

Widzę, że kolekcja złotych monet, którą zawdzięczam specjalnemu pojmowaniu uprzejmości przez Persów, powiększy się za chwilę. Byłam zresztą o tym uprzedzona: w święto Fatimy król ofiarowuje każdej z zaproszonych na nie niewiast sztukę złota wartości 20 franków.

Lecz o ile przestało mnie razić obdarowywanie tymi pieniążkami wśród kwiecistych frazesów męża, mnie i mej córeczki przez różne dom nasz nawiedzające ekscelencje, o tyle ta ceremonia szybkiego rzucania monety na złożone ręce kobiet przykro mnie dotknęła. Pragnęłabym teraz być stąd daleko...

Nasr-Eddin przechodzi prędko, dając każdej sztukę złota, nie zatrzymując się na chwilę przy żadnej. Do nieznanych jeszcze wystosowuje parę tych zdań lakonicznych, których sekret uniósł ze sobą do grobu.

Ponieważ po raz pierwszy widzą z bliska mnie i moją córkę oczy monarchy, nie unikam elokwentnych specjalnie zapytań: