Po parotygodniowych poszukiwaniach i krzątaninach jest się nareszcie w posiadaniu kilku tapczanów i kilku stołów z białego drzewa, kilkunastu krzeseł i paru foteli składanych, wyrabianych przez Anglików w Ispahanie... I to wszystko, powoli dopiero, korzystając z licznych wyjazdów członków ciała dyplomatycznego, którzy jak wędrowne ptaki z jednego końca świata na drugi peregrynują, skupuje się różne przedmioty więcej luksusowe.
Lecz już z pierwotnymi meblami pierwszych tygodni łatwo urządzić przyjemny kącik, zadowalający wszelkie wymagania estetyki. Skarby bazaru tak bliskie i dellale tak współczują losom frengi i tak zawsze gotowi są pozbyć się najcenniejszych swych drobiazgów. Pokoje wyścieła się dywanami, ściany obwiesza się jedwabiami zahaftowanymi w delikatne różnobarwne desenie, płótnami bucharskimi prześlicznego efektu z olbrzymimi rzutami czerwonych kwiatów, starymi gulduzi283 z Resztu o tłach przyćmionych wyblakłych gobelinów. Z białych, haftowanych złotem zawojów mułłów robi się piękne firanki, a z kalemkorów wesołe i oryginalne obicia całych pokojów. Na tapczanach pokrytych materacami drapują się w ciężkich fałdach kilimy, które wyrabiają tu artystycznie, rzuca się na to kilka poduszek z indyjskich jedwabiów lub materii ispahańskich i ma się sofę, ładną jak tapicersko-stolarskie arcydzieła cywilizacji. O drobiazgi i ładne drobiazgi nietrudno; w parę godzin zaopatrzyć się w nie można w bazarze, a zapełnione nimi mieszkanie już żyje, już jest miłe.
My dość szybko zainstalowaliśmy się w jaskrawoszafirowych pokojach naszego domu dzięki dobroci i delikatności Moktre-Dowle, ministra oświaty, za którego inicjatywą głównie mąż mój do Teheranu został wezwany i który wskutek tego (dziwny wyjątek pomiędzy Persami) poczuwa się do jakichś wobec niego obowiązków. Pierwszego zaraz dnia przysyła nam, „by hanum mogła urządzić sobie znośny kącik”, kilka dywanów, parę stołów, nieco krzeseł, lampy i rozliczne drobiazgi, wreszcie luksus nad luksusami, doskonały fotel na biegunach, którego mi wszyscy zazdroszczą.
Zakupami do gruntowniejszego naszego umeblowania zajmuje się kilku jego służących; w tydzień niespełna mamy łóżka, umywalnię, biurko, lustra, jednym słowem najniezbędniejsze meble. Wiele na tych sprawunkach zarabiają pośrednicy? Nie chcę tej kwestii zgłębiać; każda praca wymaga płacy, i słusznie!
Pesymiści i malkontenci biadają, iż brak im w Teheranie prócz różnych wygód domowych koncertu, teatru, odczytu, najnowszej książki i ostatniego dziennika. Bezwarunkowo obywać się trzeba bez „nowalii” intelektualnych i bez tych rozkosznych ploteczek brukowych, które są tłem i treścią wszelkich Premiers-Paris284 i wszelkich Actualités285.
Nieubłaganie powolna poczta perska, wioząca dwa razy tygodniowo naszą korespondencję przez Tebrys, Khoj i Erzerum do Trebizondy i dwa razy stamtąd przybywająca, nie zna wartości czasu i nie rozumie trawiącej gorączki nowych wrażeń i nowych emocji. Tłuką się więc pocztarze po drogach górskich jak Allah pozwoli; listy i dzienniki przychodzą z Europy w dni 28, 35, 40... pierwszej zimy otrzymałam parę listów z Warszawy, które podróżowały dni 50!
Nie należy jednakże przypuszczać, iż jest się całkowicie od wieści ze świata odciętym. Czerwone i niebieskie słupy indo-europejskiego telegrafu istnieją nie tylko ku każeniu wdzięku wschodniego krajobrazu. Telegraf ten zawiadamia nas codziennie za pośrednictwem litografowanych286 świstków News-Paper287, rozsyłanych przez legację angielską szachowi, ministrom perskim i przedstawicielom państw europejskich, o wszelkich kataklizmach, uroczystościach i poważniejszych wypadkach, zaszłych na obu półkulach.
Rozrywek w kółku europejskim nie brak; nie bardzo są może urozmaicone, lecz za to dość liczne, by wypełnić godziny bezczynności rozbawionej kolonii. Używać można pod dostatkiem tenisu i polo, spacerów konnych i spacerów powozowych, przypatrywać się co tydzień paper chase’om288 i wszelakim harcom i popisom urządzanym przez Anglików za Bramą Kasbińską, grać w teatrach amatorskich, nudzić się na niezliczonych jour fixach289, chodzić z obiadu proszonego na obiad proszony, z pikniku na wieczorowe zebrania, rzadziej nieco na bal. Za moich czasów z sukniami tylko był kłopot nie lada; Teheran nie posiadał ani jednej szwaczki; z mozołem i kosztem należało sprowadzać toalety z Europy. A jeśli nie korzystało się przy tym z uprzejmości „walizy dyplomatycznej” lub nie mogło znaleźć żadnej okazji, trzeba było na te suknie, podróżujące zwykłą karawanową drogą, wypoczywające całymi miesiącami na wszelkich większych etapach, czekać nieskończone czasy. Pierwszego roku naszego pobytu krawcowa moja wysłała mi z Paryża w lutym suknie, które odebrałam w końcu października!
Obecnie niedogodność ta jest usunięta; nieba życia kobiet światowych nie plami już żadna chmura, bowiem od lat trzech zainstalowała się w Teheranie niejaka pani Hoffman, przedstawicielka firmy Wortha290, ni mniej, ni więcej! Wszelkie fantazje toaletowe łatwo więc zadowolić, byle tylko kieszenie mężów na nie starczyły.
Zapomniałam jeszcze o trzecim i najpoważniejszym powodzie biadań niektórych Europejczyków. Uważają oni, że Persowie w swym kraju żyją za bezcen, a ich życie bardzo drogo kosztuje, że trzeba pięciorga lub sześciorga służących na pracę, którą w Europie jeden wykona, że kucharze przyprawiają ich o choroby żołądka, karmiąc baranim tłuszczem zamiast masła, że cała służba zresztą kradnie bez litości.