W pół godziny po tej przeprawie zjawia się stangret z misją od kucharza.
— Hanum nie będzie chyba tak zawzięta i zapalczywa, ażeby pójść za głosem pierwszego i niesprawiedliwego uniesienia i pozbawiać miejsca jego przyjaciela, Mohameta! Mohamet skłonny jest ze swej strony do wielkich ustępstw. Będzie robił obiady i śniadania dla hanum, hanum-kuczulu, age294 i zawsze choć jednego nieprzewidzianego gościa, czyli na osób cztery, obiady zupełnie wykwintne: z dwoma daniami mięsnymi, jarzynami, sałatami, kremami, owocami za 8 kranów295 dziennie.
A na złe żywienie nas dwóch wydawał sumę dwa razy większą.
Rozumie się, iż „ustępstwa” Mohameta utwierdzają mnie w niezłomnym postanowieniu pozbycia się jego złodziejskiej postaci. Lecz z następnym kucharzem urządzam się w sposób przez tego proponowany, a przez wielu Europejczyków praktykowany.
Najopłakańszy to system; porzucam prędko i system, i kucharza, gdyż jest się skazanym na jedzenie różnych obrzydliwości pod pozorem, że oznaczona suma tylko na te obrzydliwości wystarczyć może.
Nowy więc kucharz gotuje świetnie i kradnie niewiele, lecz upija się, jak umieją się upijać synowie narodu, któremu religia zakazuje używania wszelkich trunków. Co wieczór karauły wynoszą go nieprzytomnego z kuchni.
Wreszcie trafiam na feniksa296, który pobiera zupełnie umiarkowany podatek i ma książeczkę rachunkową, która mnie wprost zachwyca.
W tej książeczce narysowana czterema linijkami kura dziobie płaty chleba; za nią grudki ciałek podłużnych odtwarzać mają jajka, okrągłych — jabłka, drobnych czarnych punkcików — winogrona. Czepia ich się długa forma na czterech nóżkach w cztery strony świata biegnących: to zając; przy nim nieforemna bryła przedstawiać ma batman mięsa (sześć funtów). Dalej sypie się w pyłek ser owczy, a za nim wyciąga się cudownej naiwności ryba.
Gdy przypadkiem pozwalam sobie wątpić o jakimś zakupie, Abdullah podaje mi swe hieroglify, godne uwiecznienia na jakim obelisku, bym własnoocznie potworność mych podejrzeń sprawdzić mogła. Tę nieocenioną książeczkę przywiozłam z sobą do Europy i zawsze z jednakową przypatruję jej się lubością.
Stanowisko kucharza ze wszech miar jest uprzywilejowane. Pensję pobiera najwyższą (30–35 franków miesięcznie), zjawia się najpóźniej, gdyż muszę dodać, iż służący w ogóle nie mieszkają w domu swych chlebodawców. Wszystko to ma żony, dzieci i własne chałupki, więc na noc do siebie wraca. Tylko biedne karauły obowiązane są sypiać przy domu i strzec bezpieczeństwa i całości jego mieszkańców, rozkładają więc barłogi swe w bramie lub w stajni.