— Nie zrzucaj na mnie własnych grzechów! — zawołała. — Wyznaj, że dla ciebie poza Ameryką nie ma doskonałości, a poza kościołem anglikańskim nie ma zbawienia! Tyle razy mi to powtarzałeś!

— No, zapewne, z wyjątkiem kościoła. Nie jestem dewotem. Lubię nade wszystko spokój.

— Wiemy, wiemy! To credo słyszał pan Czertwan pewnie już dzisiaj kilka razy! Co to za dwór? — zagadnęła Marka.

— Skomonty! — odparł krótko.

— Czyje? Może tej wdowy, którą pan wczoraj odwiedzał?

— Nie, pani, to ojca mego majątek.

— Ach, zatem pański; a to dalej kościół?

— Nasza parafia.

— To pan tam mieszka w Skomontach?

— Nie, pani. Moje za Dąbrową, nie widać.