Ragis kręcił wąsa, mrużył oczki, gładził szczotkowatą czuprynę, potem nałożył nową fajkę i jął śpiewać pod nosem.

Nie mówiąc matce powodu

Tari, tari, tari,

Poszła Filis do ogrodu,

Tari, tari, tari...

Jakby dla kontrastu, w ulicy rozległo się gwizdanie zrazu, potem kuplety z operetki po niemiecku:

Beim Liebchen, beim Liebchen, da sitz man gern allein

Beim Liebchen, beim Liebchen, da sitz man drei allein112

Podkowa zadzwoniła o kamień, i za bramą ukazał się Witold konno, ubrany, jakby jechał na łowy do Windsoru.

— Hej! Jest tam kto? — krzyknął, w bok się biorąc.