— Ma się rozumieć! Do panicza po ratunek! Już on do tego tylko na świat się urodził. Ho, ho! To się wie! Każdy rad puchliznę z głowy jemu oddać. Jeszcze łają potem na podziękę. Wracajże, stary, bo ci Dubissa i resztę zabierze. Panicza przyślę jutro rano.

Tu Ragis, jak arcykapłan wielce możnego boga, skinął łaskawie, dumny ze swego stanowiska, i rozsiadł się wygodniej.

— Cudowna panienko — rzekł z westchnieniem, gdy się furtka za Juchną zamknęła — dzięki ci raz jeszcze, że tylko to drewienko mam swoje na świecie! — Pokiwał głową i przerwał monolog nuceniem:

Kto pieniędzy nie ma, ten żyje szczęśliwy,

I noc ma spokojną, i dzień nietroskliwy!

— Marczysko moje niby coś ma i cóż mu z tego? Śpieszy, śpieszy od tego jeziora, jak na gody do chaty! Aha, ma się rozumieć, będą mu gody! Witold, Wojnat, Juchno z kołem! Antyfona! Jeszcze nim przyjdzie, kilkoro tego przybędzie! Ot, tobie pociecha obywatelska! Oh, moje ty drewnuszko poczciwe, z tobą nie ma kłopotu!...

Uśmiechnięty starzec poklepał pieszczotliwie swą drewnianą nogę i wnet ucha nadstawił.

— Oho, wraca panna Aneta z muchami swoimi! Moje uszanowanie! Dostanę buziaka, nie prosząc! To ci dopiero amatorstwo!

Turkot zbliżał się, Ragis wstał żywo i umknął do chaty. Przez okienko wytknął głowę i parlamentował121:

— A co? Udało się pannie Anecie?