— Nie słuchajcie, moje dziateczki. Jegomość żartuje! Chodźcieże do nas! A jakież to ziółko u ciebie w ręku, Haneczko? Może na co sposobne?

— Cynoglossum122, ciociu. Ma szerokie zastosowanie! — odparło dziewczę, całując serdecznie twardą dłoń starowiny.

— Może od reumatyzmu?... — zagadnął Ragis, podchodząc.

— Ej, nie. Na reumatyzm mikstury nic nie poradzą. Potrzebny klimat, sądzę — rzekła nieśmiało i bardzo cicho.

— Nie stawiaj diagnozy, Hanko! Poczekaj cztery lata! — zaśmiała się Julka i zwracając się do gospodarzy, dodała:

— Pana Marka nie ma w domu?

— Co? I pani go potrzebuje? — zawołał Ragis.

— Naturalnie, i to bardzo pilno. Stryj potrzebuje go do pomocy w sprawie jakiegoś kościelnego gruntu za rzeką, który mu dzierżawca-Żyd chce odebrać. Prosi go bardzo do siebie na plebanię.

— Dokąd go nie proszą?... Ale go nie ma, w Wiłajkach na połowie siedzi już tydzień — może dziś wróci.

Hanka zawahała się nieco, wreszcie odezwała się z cicha: