— I ja bym rada go zobaczyć. Tam, w domu...
— Wiem, wiem — przerwał Ragis — miałem dziś honor rozmawiać z waszym milutkim dziedzicem. No, ziółko!...
— Młodość, dobrodzieju, nierozwaga! — mitygowała123 jak zwykle staruszka.
Panienki weszły tymczasem na podwórze i usiadły na ławce pod oknem. Julka już rzuciła trzymaną książkę, Hanka pęk ziół i kwiatów, zdjęły kapelusze i zawierały znajomość z menażerią Ragisa.
Panna Aneta wchodziła, to wychodziła z domu, mocno widocznie zafrasowana.
— Moje dziatki, czymże ja was ugoszczę? — wymówiła wreszcie swą wielką troskę, załamując ręce desperacko.
Nim miały czas zaprotestować, skrzypnęła furtka i piękna żona Grala weszła na podwórze. Biała chustka z lekka okrywała jej złoty włos, słońce opaliło nieco twarz, a strój zaścianka, barwny i dostatni, podnosił jeszcze urodę.
W jednym ręku trzymała spory kosz, liśćmi pokryty, drugą dłonią przysłoniła oczy i powitała całe towarzystwo wesołym uśmiechem.
— Dobre południe! Przyniosłam pannie Anecie poziomek z dąbrowy.
Błogość niebiańska rozmarszczyła stroskane oblicze, wnet jednak skrupuł ją zmącił.