Zwróciła się do furtki, nasuwając chustkę na oczy.

— Do widzenia państwu! — rzuciła przez ramię i wyszła.

— Śliczna kobieta! — zauważyła z cicha Julka. — Podobno gust pana Marka?

— A gust! — skrzywił się stary. — Uchowaj, Chryste, takiego gustu!

Panna Aneta ukazała się w progu z tacą pełną spodków, salaterką poziomek i dzbankiem mleka, za nią Grenis wyniósł przed ławkę stół, świeżo heblowany.

— Macie, moje dziatki, pożywajcie ten specjał! — uśmiechnęła się łagodnie. — A ja tymczasem pszczółki osadzę w ulu, żeby niedługo się męczyły w woreczku!

— Ja pomogę cioci! — ofiarowała się Hanka.

— Dziękuję, moja złota! Grenis pomoże. Ty jedz jagódki i odpoczywaj po tych okropnych lekcjach.

To mówiąc, starowina zarzuciła na plecy jakąś płachtę, na głowę włożyła sitko opięte płótnem i w towarzystwie parobka powędrowała w głąb ogrodu.

Panienki śmiały się z tego dziwnego stroju, zajadając czerwone jagody.