Lis pokręcił ogonem i z miną niewiniątka zezem obserwował czubate kokosze panny Anety. Całe życie walczyło w nim zagadnienie: dyscyplina czy kurnik?
— Proszę mi jeża pokazać! — prosiła Julka.
— A mnie króliki! — dodała Hanka.
— Zaraz, zaraz! Pierwej Igiełka zbudzę, a potem całą tę hołotę zwołam. Chowają się po kątach, błazny.
Gwarząc coś dalej, pokulał do domu i po chwili wrócił, niosąc w rękach małe, kolczaste zwierzątko. Birbant Igiełko, ze smacznego snu zbudzony, zwinął się w kłębuszek i sapał z niezadowolenia. Znał jednak subordynację, bo kolce złożył i nie wydzierał się na swobodę.
Ragis umieścił go na stole przed Julką i gwizdnął.
Jeż na to hasło wyścibił ryjek, wyciągnął się i, stukając w takt nóżkami, podpełzał do właściciela.
— Chcesz cukru, hultaju ty jeden? — zagadnął Ragis.
Ryjek podniósł się w górę, węsząc łakomie.
— Aha, chcesz? A brewerii po nocach zaprzestać to nie chcesz? Spokój zakłócasz w całym domu! Ma się rozumieć, jesteś potajemny łotrzyk, niby to układny, a lichem podszyty! Ho, ho! Słuchaj no, słuchaj!