— Nie gorzej niż pan zmokłam, a po co? Ot, tak mi się podobało. Już nie rąbią?

— Nie, wszystko spokojnie. Och, chrzestny tutaj i pan Marwitz!

— Strzegliśmy wspólnie pańskiego drzewa. Cóż pan robi dalej?

— Natychmiast jadę do Kowna.

Ragis podszedł i z daleka już wołał:

— Gdzie Białka?

Marek ręką machnął.

— Nie troszcz się o nią — rzekł posępnie. — Za Lejką mi padła dziś w nocy.

— Żywot z niej wyparłeś? Ach, szkoda, szkoda!... A źrebak?

— Nie wiem, co się z nim stało. Może też padł.