— Czemu tego nie powstrzymali? — zauważył z goryczą, wskazując na głowę umarłego.

Julka obejrzała się ostrożnie i zniżyła głos:

— Mnie się zdaje, że on sam śmierci szukał, bo można było jeszcze wyskoczyć, gdy belki zaczęły trzeszczeć. Powiadają, że on od dawna czekał okazji. Kto wie?

— Kto wie?... — powtórzył Marek, biorąc w rękę piłę.

Przypasowali deski, zaczęli je zbijać. Młoty stukały monotonnie, z cicha.

— Pan i stolarz? — zauważyła Julka.

— Za młodu z ochoty się poduczyłem i dobrze, bo to stary zwyczaj, żeby umarłemu nie obcy, lecz najbliżsi klecili trumnę. On rodziny nie ma.

— Swój lepiej zrobi, wygodniej pościele! — zauważył Downar.

— A gdzież żona?

— Płacze — rzekł lakonicznie Marek.