— Jak trzeba coś dla pani zrobić, gotowym.
— Niech pan przyjmie ode mnie drzewo na budowlę. Niech pan mi zrobi tę łaskę...
— Dziękuję pani!
— Zgoda zatem?
— Nie, pani! Za dobre słowo wdzięczny będę, ale nic mi nie trzeba!...
— Nie cierpię pana! — zawołała z gniewem w głosie i ruchu. — Nie ma pan serca i delikatności. Myśli pan, że to lekko i przyjemnie znosić tę całą górę obowiązków, jakie się wam zebrały u mnie przez ćwierć wieku?!...
Zwróciła się szybko i odeszła. Powóz na nią czekał w ulicy; chciała wsiąść, ale sobie coś przypomniała i stanęła.
— Panno Julio! — zawołała. — Czy pani ma chwilę czasu143? Chciałabym poprosić panią ze sobą dla walnej narady.
— Służę pani, i owszem! — odparła studentka.
Ragis je przeprowadził. Wsiadły obie.