Modlił się chwilę, potem dotknął jej ramienia.

— Marto! — zawołał z cicha.

Podniosła zmienioną twarz i usunęła się od niego.

— Dajcie mi pokój... dajcie umrzeć! — załkała.

— Wróć do chaty mojej — powtórzył.

— Nie chcę! Wygnaliście! Wolę żebrać!...

— Nie wygonię! Bo mi ciebie szkoda! Wróć się!

Tu panna Aneta podeszła bliżej i wmieszała się do rozmowy.

— Wróć, niebogo, wróć, kiedy cię stary wzywa! Snać144 go sumienie ruszyło! Zapomnij krzywdy, gdy pierwszy przychodzi!

— Zapomnij! — potwierdził z cicha Wojnat. — Już ja nie taki, jak byłem! Sieroctwo na starość to ciężka Boża kara!