Brzozy cmentarne szumiały głucho nad tym pojednaniem..
Marek z Ragisem, zabawiwszy chwilę u księdza, wracali do zaścianka.
— Cóż my teraz zrobimy? — zagadnął stary, skubiąc swe wąsiki i filuternie spoglądając na towarzysza.
— Pójdę na jezioro! Może za tydzień zbiorę trochę pieniędzy na drzewo...
— A ileż ci trzeba?
Czertwan ręką machnął.
— Ani myśleć wszystkiego odbudować. Może chatę sklecimy do zimy.
— Ileż ci trzeba na wszystko?
— At, co tam i mówić! Dwóch tysięcy nie wystarczy! Może zimą co zbierzemy z młynów i zboża.
— A przez zimę?