— Jaki pan chciwy na pieniądze! Gotów pan duszę za nie dać!
— Duszy nie, ale wszystką krew tobym dał.
— Niepojęte! I na cóż one panu? To istna chorobliwa mania! Krew dać za podły grosz! To nie szczęście i nie spokój!
— Dla mnie i jedno, i drugie.
— Fe, to do pana nie podobne! Przypuśćmy tedy, że pan już posiada skarby Krezusa, coby pan zrobił z tym ciężarem?
Powiódł okiem po niebie, otworzył usta i cofnął, co rzec miał.
— Po co gadać o tym, czego nie będzie! — zamruczał.
— Co to szkodzi? Pan jest na drodze skarbów i pewnie dosięgnie, czego żąda. Czy pan kiedy w życiu odstąpił od swych pragnień? Chyba nigdy!
— Odstąpiłem! — odparł chmurno.
— Być nie może! Pan wrócił z drogi? To nie do wiary! I dlaczego? Przeszkody były za wielkie?