— Nie umiem śpiewać.
— Nauczy się pan, jak wielu innych pięknych rzeczy. Ja panu zaśpiewam w nagrodę trudu wiosłowania.
Pochylił się nad wiosłem i podwoił szybkość. Uciec chciał rychlej od jej widoku i rozmarzającej melodii jakiejś piosenki Gounoda159, nuconej półgłosem, ale Dubissa sprzysięgła się, by dopił do dna czarę udręczenia. Borykała się z nim zajadle, odrzucała gwałtem od brzegu. Nareszcie, zdyszany, dobił poświckiego parku, wparł łódkę na piasek i wyskoczył, pomagając jej wysiąść.
— Dziękuję! Czy pan łódką wróci do siebie?
— Łódką. Odeślę ją pani zaraz.
— Dobranoc zatem i do widzenia!
Podali sobie dłonie; zawahał się i nagle pochylił pokornie i pocałował tę rękę, którą odrzucił.
— Dziękuję pani i przepraszam! — wyszeptał głucho...
— Nie gniewam się i czekam pana.
Wskoczył do łódki i odepchnął ją na głąb.